• Sandra :)

Sama na Malcie

Od dzieciństwa dużo podróżowałam z moimi rodzicami. Co roku jeździliśmy na wakacje. Czasami w Polskę, a czasem za granicę. Zwiedziliśmy naprawdę spory kawałek Europy. Podróżowaliśmy samochodem, pociągiem lub promem, nigdy samolotem. Do 21 roku życia nigdy nie leciałam samolotem. To brzmi jak abstrakcja prawda? Niektórzy aż nie byli w stanie mi uwierzyć, jak można zwiedzić tyle miejsc i krajów nie siedząc nawet nigdy w samolocie, który jest przecież najszybszym i podobno najbezpieczniejszym środkiem transportu. Powiem tylko, że da się. : ) Może właśnie z tego powodu byłam naprawdę nie lekko przerażona na samą myśl o wejściu na pokład samolotu. Mimo tego postanowiłam zrobić bardzo szaloną rzecz, inną niż do tej pory.

W lipcu zeszłego roku poleciałam samolotem na Maltę zupełnie sama. Miałam tam zarezerwowany kurs języka angielskiego. Wszystko było rezerwowane przez internet, a korespondencję z organizatorką prowadziłam wyłącznie mailowo. Więc tak naprawdę, nie miałam pewności czy ten kurs istnieje i czy nie uprowadzą mnie za granicę i nie porwą. No ale cóż, czasem trzeba zaryzykować.

Tę szaloną decyzję o wycieczce na Maltę podjęłam właściwie bardzo spontanicznie. Był to okres pandemii covida-19, więc byłam bardzo spragniona przygód. Brakowało mi normalnego życia, jak zapewne każdemu z nas. Miałam już dosyć życia w zamknięciu w moim domu. Tak więc, gdy tylko dowiedziałam się o możliwości wyjazdu na Maltę na taki kurs, to od razu zaczęłam szukać różnych ofert. Zdecydowałam się na jedną ze szkół na Malcie i niedługo potem zarezerwowałam kurs i nocleg. Wybrałam szkołę „Maltalingua”. (Pod postem zamieszczę link do strony szkoły.) Zdecydowałam się na wyjazd na 2 tygodnie. Na Malcie miałam uczęszczać na zajęcia angielskiego od rana do południa od poniedziałku do piątku. Po za zajęciami oraz w weekendy miał być czas wolny na zwiedzanie czy opalanie się na plaży. : )

Wybrałam nocleg u rodziny goszczącej (host family), gdyż oferta zobaczenia jak żyją prawdziwi Maltańczycy brzmiała naprawdę zachęcająco.

Im bliżej był termin wyjazdu tym bardziej zaczynałam się stresować, ale jednocześnie byłam strasznie podekscytowana myślą o zobaczeniu Malty.

Nie byłam zaszczepiona na covida-19, więc martwiłam się również o wynik testu, który musiałam zrobić, aby wpuścili mnie na pokład samolotu. Na szczęście wynik okazał się negatywny i mogłam spokojnie szykować się do wyjazdu. Jeeeeej!

W dzień mojego wyjazdu dostałam maila, że zajęcia na kursie będą prowadzone online ze względu na dużą liczbę zachorowań na covid-19. W takiej sytuacji skróciłam mój pobyt na Malcie do jednego tygodnia i zmieniłam datę samolotu powrotnego. Pozostały tydzień, który miałam spędzić na Malcie dostałam na voucher do wykorzystania w ciągu półtora roku.

Nie było już odwrotu. Wszystko było zarezerwowane i zapłacone. Let's go!!!

Tak więc wsiadłam do samolotu. Cała się trzęsłam i bolał mnie brzuch z emocji. To był mój pierwszy raz, jak leciałam samolotem. I byłam sama, zupełnie sama. Gdy samolot zaczął startować, zamknęłam oczy i otworzyłam je dopiero po 15 minutach lotu. Hahaha. A dopiero po 30 minutach byłam w stanie spojrzeć przez okno. Byłam przerażona.

Doleciałam cało i szczęśliwie. Na lotnisku czekał na mnie transport, który miał mnie dowieść do "host family."

Pierwszy raz jechałam ruchem lewostronnym po ulicy. Ciekawe doświadczenie.

Goszcząca mnie rodzina była bardzo sympatyczna i gościnna. Dostałam swój własny pokój z mega, cudownie wygodnym łóżkiem. Był tam też komputer i wiatrak na upalne dni, które były niemal codziennie. Wystrój był w jasno niebieskich kolorach. Później okazało się, że rodzina goszcząca jest nawet za bardzo gościnna. Pani z Malty ciągle prała mi moje ubrania. Hahaha. W ten sposób jedna z moich białych bluzek stała się różowa. Nigdy nie wiadomo czego się spodziewać.

Wszystko co zarezerwowałam było w porządku i naprawdę istniało. Nikt nie chciał mnie porwać. Uffff.

Zajęcia na kursie były prowadzone online, więc nie miałam możliwości poznać osobiście wszystkich osób. Były tam osoby z różnych krajów, z Niemiec, Japonii, Hiszpanii, Francji, Belgii, a nawet z Brazylii i wielu innych. To było niezastąpione doświadczenie usłyszeć różnorodne akcenty angielskiego i poznać ludzi, chociaż online, z tak innych kultur. Po zajęciach spotkałam się z dziewczyną z Francji (Corine) i chłopakiem z Niemiec (David).

Zwiedzaliśmy razem Maltę. W grupie zawsze raźniej. Do dziś mam kontakt z tymi osobami.

Później poznałam jeszcze wiele innych osób z innych krajów. Spędzaliśmy razem czas, kąpiąc się w morzu, opalając i odkrywając zakątki Malty.

Zobaczyłam miejsca takie jak Valletta (stolica Malty), Blue Grotto, Mdina i Rabat, wyspy Gozo i Comino, Marsaxlokk i St. Julians, ponieważ tam spałam. (Pod postem wstawię trochę zdjęć).

Spacerując ulicami Mdiny (zwane miastem ciszy), razem z Corine, zagadało do nas dwóch facetów. Byli naprawdę mili i sympatyczni. Gadaliśmy przez chwilę. Podaliśmy sobie nawzajem Instagrama. Wieczorem, przeglądając ich na Instagramie, zobaczyłam, że jeden z nich jest sławną osobą! YouTuberem i piosenkarzem (UFFEI). Ma swoje cztery utwory na Spotify i kanał na YouTubie. Byłam w szoku!

Na Malcie piliśmy drinki i jedliśmy przepyszne jedzenie. Do wyboru były różnorodne sałatki i owoce. Moje ulubione były tam ananasy. Takie soczyste i dobre. I przede wszystkim świeże.

Można tam znaleźć również małe sklepiki z ubraniami, gdzie trafiają się jedyne w swoim rodzaju części garderoby, których nie da się kupić w Polsce. Nabyłam tam zielony top i biały komplet, w którym były białe, rozszerzane na dole, zrobione z cienkiego, przewiewnego materiału spodnie oraz uszyty z tego samego materiału co spodnie, biały top.

Malta to piękne miejsce. Cudowne morze o błękitnej barwie. Palmy i egzotyczne rośliny. Fantastyczna pogoda, gorący klimat. A także ludzie są bardzo serdeczni, pomocni i promieniują pozytywną energią. Zdarzył się raz, kiedy razem z Corine jechałyśmy autostopem, bo nie miałyśmy autobusu powrotnego. Niezapomniana przygoda. Tyle emocji.

Uważam, że Malta jest naprawdę bezpiecznym miejscem do podróży w pojedynkę. Nie spotkałam się z żadną podejrzaną sytuacją. Nie musiałam przed nikim uciekać, co zdarzało się w innych zwiedzanych przeze mnie krajach.

Lecąc na Maltę pokonałam swój strach przed lataniem samolotem. Teraz nie jest to dla mnie takie straszne. Będąc samej tak daleko od domu byłam zdana tylko na siebie, dowiedziałam się, że w każdej sytuacji można sobie poradzić. Zawsze bałam się samotnych podróży, bałam się, że nie dam rady. Teraz już wiem, że wszędzie można poznać wspaniałych ludzi, którzy ci pomogą.

Spędziłam tam niezapomniane chwile i poznałam ludzi, z którymi do dziś utrzymuję kontakt. Piszemy ze sobą na Instagramie czy Whatsappie.

Cóż, mam jeszcze tygodniowy voucher do wykorzystania do końca roku, więc na pewno w najbliższym czasie polecę na Maltę po raz kolejny. Cieszę się na ten wyjazd już teraz. Jestem pewna, że napiszę kolejny post o wrażeniach, odczuciach i nowych przygodach doświadczonych w tym malowniczym kraju.

Tak jak mówiłam, załączam link do szkoły językowej na Malcie, do której uczęszczałam.

https://www.maltalingua.pl/

Cudowna szkoła, bardzo dobra organizacja, szybko odpisują na maile i zawsze starają się pomóc i wszystko wyjaśnić. Osobiście byłam naprawdę zadowolona z mojego wyboru.


I zgodnie z obietnicą zamieszczam parę zdjęć. : )




















1 view0 comments

Recent Posts

See All

Po przez pisanie tego bloga chciałabym udowodnić, że pomimo różnych fobii i nadmiernego stresu można prowadzić szczęśliwe i pełne wigoru życie. Można wyleczyć swoje nerwy. Nie jesteśmy idealni ani per